20200107 065707 0000 - Niecenzuralne  słowa w  języku marki

Czy zdarza Ci się przeklinać? Czy jest to dla Ciebie czymś naturalnym i nie robi na Tobie wrażenia? Czy tego chcemy czy nie wulgaryzmy są obecne w języku polskim i w naszym języku. Stanowią nawet część naszego dziedzictwa językowego. Czasem też niecenzuralne słowa przedostają się do języka marki. Jeśli chcesz się dowiedzieć co ja na to, czy sama używam brzydkich słów i jak reaguję na innych, to zapraszam do lektury poniższego tekstu.

Czy przeklinam?

Zacznę od najbardziej palącej odpowiedzi, nawe jeśli nie pali Ciebie, to – na pewno – pali mnie. Otóż nie używam wulgaryzmów ani mocniejszych słów…. w języku polskim. W języku włoskim jest inaczej. Nie, żebym tego chciała i była z tego dumna, ale niestety mimo, że słowa te znam i rozumiem, to jednak nie odczuwam ciężaru jaki ze sobą niosą, bo język włoski nie jest moim językiem ojczystym. Oczywiście w mojej głowie jest skala natężenia od 1 do 10 dla tych słów i wiem, które są dopuszczalne, a które absolutnie nie. Nie jestem w stanie, jednak, wyczuć emocji, jakie ze sobą niosą.

W języku poskim, na szczęście, nie mam z tym problemu. I jestem dumna z tego, że nie używam mocnych, czyt. wulgarnych lub odraźliwych słów. Dlatego słowa „dupa” ode mnie nie usłyszysz. Tu puszczam oko do Oli Budzyńskiej, która na tym słowie “buduje” swoją komunikację. Oczywiście, żartuję, ale fakt jest, że dla niej tego typu słowa nie są problemem. I okej, jej sprawa. Ja ją czytam mimo wszystko, nawet jeśli przytrafi się jakieś słowo, które w moim słowniku jest zabronione. Ja zarówno za tym słowem, jak i tych większego kalibru nie przepadam. Tak zostałam nauczona i chwała za to mojej Mamie i Babci, które tego pilnowały bardzo i to prawdopodobnie one zaszczepiły mi to poczucie, że kobiecie w taki sposób mówić nie wypada.

Co myślę o innych, który używają niecenzuralnych słów?

Nie oznacza to jednak, że dyskwalifikuje każdego, kto używa. Jednak muszę przyznać, że trochę mną wzdryga, kiedy słyszę, jak ktoś tak mówi. Również dlatego, że za profesorami Miodkiem i Bralczykiem, uważam je za językowo i fonetycznie nieatrakcyjne. Po prostu nie brzmią dla mnie ładnie, pomijając już kwestię ich znaczenia.

Niecenzuralne słowa w języku marki

Myślę, że w biznesie jest to ryzykowne. Co innego, kiedy – tak jak u Oli Budzyńskiej (Pani Swojego Czasu) – zarówno słowo „dupa” jak inne mu podobne stanowią część strategii komunikacyjnej i wpisują się idealnie w jej styl oraz styl jej marki a co innego, kiedy te słowa pojawiają się ot tak, bo chcemy coś zaakcentować, dodać sobie i wypowiedzi charakteru. Najgorsze jak tego typu słowa, które używamy na codzień wyrwą nam się podczas webinaru czy ważnego spotkania z klientem. Webinarów, live’ów oglądam masę (taka praca) i  na szczęście nie ma tego typu wpadek. W życiu częściej mi się zdarzało usłyszeć to i owo, niekoniecznie zamierzone a nawet jak zamierzone, to niekoniecznie potrzebne.

Czy można używać niecenzuralnych słów w komunikacji?

Jeśli Ty chcesz używać słów niecenzuralnych w swojej pradzy i działaności (a moim zdaniem masz taki wybór tylko wtedy, gdy pracujesz na własny rachunek i tylko w przypadku biznesu online) zastanów się czy i do czego jest Ci to potrzebne. Czy Twoja komunikacja i wizerunek na tym nie ucierpi? Nie naśladuj nikogo ślepo. Ola Budzyńska ma przyjemną aparycję ale i pazura, „dupa” współgra z tym wizerunkiem. Jeśli u Ciebie jest inaczej, zweryfikuj, czy używanie przez Ciebie słów niecenzuralnych nie wywoła z goła innego efektu, wyłoni obraz osoby wulgarlnej czy agresywnej albo kompletnie niespójnej. Ba, czy taka komunikacja pasuje do branży, w której działasz?!

Kto tak prowadzi język marki?

Napisz w komentarzu, co na ten temat sądzisz, czy kiedykolwiek o tym myślałaś. I – czemu nie ?– podaj listę osób, prowadzących własne biznesy, używających takie słownictwo, którym ono pasuje i nie koliduje z branżą, w której działają. Sama chętnie je zaobserwuje i napiszę, co o tym sądzę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *